WOOLniej – poznaj właścicielkę

Cześć dziewczyny!

Ale jestem podekscytowana! Mam okazję testować nowe produkty na rynku, Tatrawool. A przy okazji miałam okazję przeprowadzić mini wywiad z właścicielką! Ile razy czytaliście wywiad z osobą, która zarabia z pasji do szydełkowania i włóczek!? Bo ja jeszcze nigdy! Dodatkowo to mój pierwszy wywiad!

Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 🙂

l

Kasia: Może na sam początek poproszę Cię żebyś się przedstawiła. Gdzie obecnie mieszkasz, jak wygląda twoja codzienność?

Ewa: Hej, mam na imię Ewa, mieszkam w samym sercu naszych pięknych, polskich Tatr. Zamieniam kłębki nerwów na kłębki włóczki. Na co dzień jestem głównie mamą – mam troje maluchów w wieku: półtora, trzy i cztery i pół roku, ale jestem także żoną, pracownikiem etatowym i świeżo upieczoną bizneswoman – w maju tego roku otworzyłam sklep z prawdziwą owczą wełną Tatrawool, która ma niesamowite właściwości zdrowotne, a przy tym jest po prostu piękna.

Od zawsze uwielbiałam wszelkiego rodzaju prace manualne, robótki ręczne i różne metody rękodzieła. Od dzieciństwa malowałam na szkle, a w późniejszym okresie zajęłam się tworzeniem biżuterii, decoupagem, malowaniem na drewnie, szydełkowaniem, robieniem na drutach i szyciem. Wiem, że dużo tego, ale jak tylko napotykałam w życiu na coś pięknego, natychmiast w mojej głowie rodził się pomysł, że muszę spróbować zrobić to sama 😀 I robiłam. W związku z tym robiłam wszystkiego po trochu, ale nic doskonale. Oczywiście zawsze ganiłam się za swój słomiany zapał, i nie tylko ja, bo z zewnątrz również spotykałam się z przekazem, że nie jest to nic, z czego mogłabym być dumna. Dzisiaj wiem, że wiele twórczych osób się z tym boryka i wiem już, że nie ma w tym nic złego, że szukamy swojego miejsca w świecie i sposobu na życie, i że próbujemy w tym celu różnych aktywności. W końcu właśnie tak się szuka pasji. Nie sztuka spróbować jednej rzeczy i się na niej zatrzymać, ale fajnie popróbować różnych smaczków i wybrać ten, który jest dla nas najlepszy.

Kasia: Kurczę, jak Ciebie słucham to mam wrażenie WOW, jestem taka sama! Moja bratnia dusza! Czyli jednak Góralka z Ciebie z krwi i kości. Chyba jedynie to nas różni, bo ja Mazowszanka.

Ewa: Urodziłam się w Zakopanem i tutaj mieszkam całe swoje życie, mimo to nie mogę nazwać siebie góralką, bo nie pochodzę z takiej tradycyjnej góralskiej rodziny. Tzn nie mówię gwarą, nie tańczę i nie śpiewam po góralsku 😉 Nie jestem też taka pracowita, jak prawdziwe góralki, raczej jestem leniuchem (hehe – jeśli można tak powiedzieć przy trójce dzieci, pracy na etacie i prowadzeniu firmy po godzinach), wybieram najprostsze rozwiązania, no i bałagan nie jest mi obcy (delikatnie mówiąc) 😀 Urody też prawdziwym góralkom, mogę tylko pozazdrościć 😉 Mimo to, wydaje mi się, że rozumiem miejscową kulturę i obyczaje i bardzo je szanuję i podziwiam. Jeśli już miałabym się zdeklarować, to nazwałabym się rodowitą Zakopianką.

g (51)

Kasia: Skąd w ogóle pomysł na otwarcie takiego sklepu? Co było impulsem do podjęcia takiej decyzji?

Ewa: Pomysł na sklep zrodził się zupełnie przypadkiem. Kiedy byłam w ciąży z pierwszym synem, wyciągnęłam jakieś stare druty i zaczęłam dziergać sweterek. Ponieważ nie miałam zbyt pokaźnych zasobów finansowych, dziergałam z tanich włóczek, głównie z akrylu. Dziergałam buciki, opaski, czapeczki. Nie zawsze piękne 😉 Potem spodobało mi się szydełkowanie z bawełnianego sznurka i robiłam z niego m.in. dywaniki i koszyki. Gdzieś po drodze trafiłam na owczą wełnę, z której robi się góralskie swetry i kamizelki, ale ponieważ wiedziałam, że ona gryzie spróbowałam z niej robić to, co ze sznurków, czyli bardziej rzeczy do upiększania wnętrza, niż do noszenia bezpośrednio na ciele. Kupiłam dużo wełny myśląc, że będę dziergać i może nawet odsprzedawać, ale z czasem okazało się, że nie mam aż tak dużo czasu i postanowiłam odsprzedać zapasy. Kiedy zauważyłam, że tak naprawdę ciężko dostać tą naszą swojską górską wełnę, a że zainteresowanie nią jest i to spore, pomyślałam, że fajnie byłoby się nią podzielić. Założyłam więc stronę WOOLniej.pl, na której można znaleźć nie tylko mój SKLEP Z WEŁNĄ, ale również BLOG, na którym zachęcam do oddania się pasji dziergania, przedstawiam zalety naturalnej wełny, ale również piszę o tym jak ogarnąć chaos codzienności, jak zwolnić, cieszyć się teraźniejszością, być uważnym. To wszystko mi osobiście pomaga być szczęśliwą. Jeśli chodzi o stronę, dopiero się rozkręcam, ale mam też fanpage WOOLniej na Facebooku oraz grupę, która prężnie się rozwija, a w której można się podzielić swoimi rozterkami i sukcesami: KLUB ANONIMOWYCH WEŁNOHOLIKÓW.

Kasia: Dlaczego akurat wełna? I to wełna w 100% owcza bez dodatków?

Ewa: Tak jak mówiłam, dawniej dziergałam z akrylu, ale kiedy odkryłam naturalną wełnę i cudowny komfort jaki dają naturalne materiały, nie mogłam już wrócić do sztucznych włóczek. Kiedy szukałam w sklepach wełny, zauważyłam, że większość włóczek ma różne domieszki sztucznych włókien. Nie podobało mi się, że ciężko znaleźć te, które w 100 % składają się z naturalnych materiałów. Wszędzie trzeba się wczytywać w metki i w skład produktu. 100 %-tową wełnę naturalną miałam pod samym nosem i właśnie w nią zaczęłam się zaopatrywać. Zakochałam się w niej. I póki co miłość trwa. Uważam, że jest cudowna i odkrywam coraz więcej jej cudownych właściwości. Napisałam o tym artykuł tutaj: „Cudowne właściwości wełny”.

g (67)

Kasia: Czy planujesz poszerzyć asortyment czy twoim założeniem jest sprzedawać tylko wełnę owczą?

Ewa: Kiedy myślałam o stworzeniu sklepu, założyłam z góry, że będzie w nim tylko 100 %-towa wełna naturalna, tak, aby nikt nie miał wątpliwości co kupuje. Tylko 100% naturalny skład. I tego zamierzam się trzymać, ale myślę o wprowadzeniu w przyszłości szerszego asortymentu, np. wełny merino i alpaki.

Kasia: Pewnie wszystkich czytelników interesuje jedno… skąd pochodzą twoje włóczki?

Ewa: Moje włóczki Tatrawool to wełna z polskich górskich owiec, wypasiona na podhalańskich halach, uprzędzona u podnóży Tatr.

Kasia: Hodujesz owce?  

Ewa: Ja osobiście nie hoduję owiec, ale już u sąsiadów na polu można poobserwować stadko. Może kiedyś…

g (48)

Kasia: Ostatnie pytanie trochę z innej beczki, umiesz szydełkować lub robić na drutach? Jeżeli tak to wolisz szydełkować czy dziergać? 

Ewa: Oczywiście kocham szydełkować i robić na drutach. Przez wiele lat trzymałam się szydełka, bo robienie na drutach wydawało mi się trudniejsze i jakoś tak nie mogłam się przełamać, ale teraz obydwie metody są mi bliskie. Kiedy robię jakąś okrągłą robótkę – dywanik, koszyk, czapkę, wolę robić na szydełku, na drutach ostatnio robię skarpetki, rękawiczki, uczę się robić kolorowe wzory norweskie, dają niesamowity efekt, chociaż są pracochłonne. Nie jestem jakąś ekspertką w dzierganiu. Robię bo lubię. Robię bo odpręża mnie to i relaksuje i jest to zajęcie niezwykle twórcze, co daje dodatkową satysfakcję. Mimo, że nie jestem mistrzynią w tej dziedzinie, to próbuję wciągać innych, bo ilość korzyści płynących z dziergania jest nie do przecenienia, a jeszcze jeśli robisz z prawdziwej wełny to korzyści są podwójne.

Kasia: Kochana jesteś cudowna. Dziękuję za włóczki! Na pewno je dobrze wykorzystam ❤ Dziękuję, rozmowa z Tobą to czysta przyjemność.

Ewa: Dzięki!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s